Najnowsze wpisy

15 marca 2013 - Obama: w sprawie Iranu „all options on the table” * 24 lipca 2014 - Czy UE zagra z USA przeciwko Rosji? * 4 sierpnia 2014 - Za dużo prywatnych dronów * 16 lutego 2013 - Arcykosztowne cięcia * 19 sierpnia 2014 - Migi-29 za F-16? Propozycje wsparcia Ukrainy * 22 stycznia 2013 - Kto jest kim i gdzie siedział? czyli najważniejsze vipy z inaugaracji drugiej kadencji BO * 3 stycznia 2014 - Wałęsa: Obama nie spełnił rozbudzonych nadziei * 2 lutego 2013 - Dzień Świszcza * 1 lutego 2013 - „New York Times” o nowej antykomunistycznej fali w Polsce? Owszem i to pochlebnie * 3 września 2014 - „Prezydent” UE Tusk zaszkodzi śledztwu smoleńskiemu – wywiad z prof. Biniendą i mec. Szonert-Biniendą * Astrabit
logo
tweeter tweeter tweeter tweeter

Wybory prezydenckie w USA odbywają się w kluczowym momencie dla amerykańskiej gospodarki. Stany Zjednoczone powoli wychodzą z kryzysu lat 2008-09. Ale wzrost gospodarczy, który sięgnął w III kw. 2 proc., jest wciąż kruchy. A bezrobotnych w USA jest ciągle o 5 mln więcej niż przed kryzysem. Oto podstawowe problemy i wyzwania, przed którymi stanie nowy amerykański prezydent.
1. Fiscal cliff

Jednym z pierwszych problemów, z którym będzie się musiał zmierzyć Barack Obama będzie tzw. klif fiskalny, czyli „fiscal cliff”. Tak potocznie zwana jest możliwość wejścia w życie od początku 2013 roku automatycznych podwyżek podatków i cięć wydatków w budżecie. Z wyliczeń Biura Budżetowego Kongresu wynika, że w sumie chodzi o 600 mld dol. w jednym roku. „Fiscal cliff” wynika głównie z tego, że na początku przyszłego roku wygasną różne zwolnienia podatkowe. Wygasną o ile wcześniej amerykańscy politycy nie zmienią odpowiednich ustaw. Problem w tym, że Demokraci i Republikanie nie mogą się porozumieć w sprawie oszczędności. Podejmowania szybkich decyzji nie ułatwia to, że niższa izba Kongresu – Izba Reprezentantów jest zdominowana przed Republikanów, a Senat – przez Demokratów.

Jeśli przed końcem roku politycy w Waszyngtonie się nie dogadają, konsekwencje gospodarcze „fiscal cliff” mogą być katastrofalne. Z wyliczeń think tanku Tax Policy Center wynika, że „klif fiskalny” dotknąłby 90 proc. Amerykanów i oznaczałby średnią podwyżkę podatków o 5 pkt. proc. Z kalkulacji Biura Budżetowego Kongresu wynika, że klif w jednym roku ograniczyłby deficyt budżetowy w USA z około 1,1 bln dol. do 641 mld dol. A to groziłoby recesją. Biuro Budżetowe Kongresu szacuje w takim wypadku spadek PKB o 0,5 proc. w IV kw. 2013 roku w porównaniu z IV kw. 2012 roku. Bezrobocie mogłoby wzrosnąć do około 9 proc.

2. Zadłużenie

„Fiscal cliff” to część dużo szerszego problemu – wysokiego zadłużenia. Dług publiczny w USA sięga obecnie 16,2 bln dol. i cały czas rośnie. Jest z grubsza licząc 30 razy wyższy niż wynosi PKB Polski. Amerykańscy politycy po wyborach prezydenckich będą musieli dość szybko podnieść dopuszczalny limit zadłużenia wyznaczony przez Kongres, w przeciwnym razie rząd nie będzie się mógł dalej zadłużać, by finansować swoje wydatki. Obecny limit wynoszący 16,394 bln dol. zostanie osiągnięty już do końca roku.

Zgodnie z prognozami Międzynarodowego Funduszu Walutowego dług publiczny brutto w USA sięgnie w 2012 roku 107,2 proc. PKB, w przyszłym roku osiągnie 111,7 proc. PKB. Dług publiczny netto (czyli dług brutto po odliczeniu aktywów finansowych, którymi dysponuje rząd) zdaniem MFW przekroczy w tym roku 83 proc. PKB.

Drastyczny wzrost zadłużenia USA nastąpił w ostatniej dekadzie m.in. wskutek obniżki podatków przez prezydenta George’a W. Busha, zaangażowanie USA w wojny w Afganistanie i Iraku, a wreszcie przez kryzys finansowy i setki miliardów dolarów wydane na pobudzanie amerykańskiej gospodarki.

Inwestorzy powoli zaczynają tracić cierpliwość. W sierpniu 2011 roku właśnie z powodu rosnącego zadłużenia agencja Standard & Poor’s po raz pierwszy w historii obniżyła rating USA z najwyższego poziomu AAA do AA+. Pozostałe dwie agencje – Moody’s oraz Fitch – obniżyły perspektywy ratingu do negatywnej.

Po wyborcach administracja Obamy będzie musiała więc pokazać wiarygodny plan obniżenia zadłużenia.

Obama proponuje cięcia o 4 bln dol. w ciągu następnej dekady. Romney obiecywał obniżenie wydatków rządowych do 20 proc. PKB w 2016 roku (obecnie sięgają 23 proc. PKB) i zrównoważenie budżetu do 2020 (w skończonym pod koniec września roku fiskalnym 2012 deficyt sięgnął 7,3 proc. PKB). Sztuka polega na tym, by obniżyć dług i zwiększyć wiarygodność USA, ale jednocześnie nie podkopać fundamentów niezbędnych do dalszego wzrostu gospodarczego.

3. Bezrobocie i wzrost

„Wzrost gospodarczy” i „miejsca pracy” były słowami kluczami w kampanii prezydenckiej w USA. – Od kryzysu firmy stworzyły niemal 5,5 mln nowych miejsc pracy – mówił kilka dni temu w Ohio Barack Obama. – Bezrobocie jest wyższe niż gdy Barack Obama obejmował stanowisko – ripostował Mitt Romney. Rynek pracy jest szczególnie ważny w USA, bo stanowi klucz do wzrostu gospodarczego Ameryki. To konsumpcja Amerykanów stanowi główną siłę napędową gospodarki USA.

Prawda jest taka, że w 2007 roku bezrobocie w USA było poniżej 5 proc. W pierwszej połowie 2007 roku bezrobotnych było mniej niż 7 mln Amerykanów. Gdy w listopadzie 2008 Barack Obama wygrywał poprzednie wybory prezydenckie, kryzys już trwał w najlepsze, a bezrobocie w USA sięgało 6,8 proc. W szczytowym momencie w październiku 2009 roku wzrosło do rekordowego poziomu 10 proc. To oznaczało, że bezrobotnych było wtedy 15,4 mln Amerykanów. W październiku 2012 roku stopa bezrobocia w USA wyniosła 7,9 proc., co oznacza ponad 12,2 mln osób bezrobotnych.

- Musimy przyspieszyć wzrost gospodarczy, jeśli chcemy zobaczyć poprawę na rynku pracy – argumentował w telewizji PBS Austan Goolsbee, były doradca Obamy i ekonomista The University of Chicago Booth School of Business.

Jak Obama i Romney chcieliby pobudzić wzrost i stworzyć nowe miejsca pracy? Barack Obama obiecuje m.in., że dzięki większemu eksportowi w ciągu czterech lat może powstać nawet milion miejsc pracy w amerykańskim przemyśle. Oprócz pobudzania sektora przemysłowego deklaruje więcej miejsc pracy dzięki rozwojowi sektora gazowego. Liczy też, że pieniądze oszczędzone dzięki zakończeniu wojen w Iraku i Afganistanie uda się przeznaczyć na rozbudowę infrastruktury m.in. modernizację dróg czy szkół.

Romney zapowiadał reformę podatków, obniżenie podatków dla firm, zmniejszenie regulacji i ułatwienie w handlu zagranicznym m.in. z Chinami. Obiecał 12 mln miejsc pracy w ciągu 4 lat, co oznacza powstawanie około 250 tys. nowych miejsc pracy co miesiąc. Zdaniem ekonomistów jest to realne, o ile gospodarka USA będzie się rozwijała w tempie 3-4 proc.

Czy to się uda? Administracja nowego prezydenta może być pewna wsparcia Rezerwy Federalnej. Ze względu na trudną sytuację na rynku pracy we wrześniu Fed zdecydował się na kolejne działania mające wesprzeć wzrost gospodarczy. Szef Fed Ben Bernanke zapowiedział, że Rezerwa Federalna będzie co miesiąc skupowała długoterminowe obligacje zabezpieczone hipoteką za 40 mld dol. zwiększając w ten sposób płynność na rynku finansowym. Dodatkowo Fed zobowiązał się do utrzymywania niskich stóp procentowych (0-0,25 proc.) co najmniej do połowy 2015 roku.

Ale rozwój sytuacji gospodarczej w USA zależy nie tylko od Amerykanów. Ważna dla USA jest kondycja innych światowych mocarstw gospodarczych. A największym partnerem handlowym USA jest odczuwająca poważne spowolnienie gospodarcze Unia Europejska.

 

źródło: wyborcza.biz

Dodaj komentarz


*


dziewięć − 3 =


Ministerstwo spraw Zagranicznych        Ambasada USA w Warszawie        Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej        EBE        Central Intelligence Agency        Konsulat Generalny Stanów Zjednoczonych Kraków